Tysiące lat temu, gdy pierwszy człowiek spojrzał z zaciekawieniem w nocne niebo, ujrzał nieprzebraną ilość migoczących punkcików. Było ich tak wiele, że głowa się kręciła! Ale ludzie od zawsze lubili porządkować świat. I tak zaczęła się wielka gra w łączenie kropek.
Starożytni Grecy widzieli wśród gwiazd swoich bogów: Oriona, wielkiego myśliwego czy Kasjopeję, królową na tronie. Sumerowie znali konstelacje skorpiona, egipcjanie dostrzegali sylwetkę lwa, chińczycy – smoka wijącego się po niebie.
Każdy lud rysował na niebie własne obrazki i opowiadał o nich historie – o miłości, zdradzie, bohaterstwie i strachu. Gwiazdy stały się księgą otwartą dla wyobraźni.
Minęły wieki. Żeglarze wychodzili w morze z mapami nieba w rękach. Potrzebowali nowych znaków nawigacyjnych, więc dodawali gwiazdozbiory, których starożytni nie znali: "Rajski ptak", "Żyrafa", "Tukan"... Nie było w nich bogów – były egzotyczne zwierzęta z dalekich krain, które odkrywano podczas wielkich podróży. Niebo stało się albumem podróżnika pełnym dziwnych stworzeń.
Potem nadeszła era nauki. Ludzie zaczęli patrzeć na niebo przez teleskopy i mierzyć drogi planet. I znów zmienili gwiazdozbiory: pojawiły się "Mikroskop", "Pompa", "Luneta"... Niebo przestało być tylko sceną mitów – stało się pracownią uczonych, którzy chcieli zrozumieć kosmos.
Dziś wiemy, że gwiazdy to olbrzymie piece jądrowe, rozrzucone po przestrzeni na nieprawdopodobne odległości. Żaden z nich nie trzyma się drugiego – to my, z Ziemi, łączymy je w obrazki, jak dzieci rysujące linie między kropkami w kolorowance.
Ale historia się nie kończy. Już dziś inżynierowie budują rakiety, które kiedyś zabiorą ludzi do innych gwiazd. A gdy pierwszy człowiek stanie na planecie krążącej wokół Proxima Centauri i spojrzy w górę, ujrzy zupełnie inne niebo.
I znów zacznie się ta sama, piękna ludzka potrzeba: połączyć migoczące punkty w nowe kształty, opowiedzieć nowe historie, nazwać nowe gwiazdozbiory – może "Statek Kosmiczny", "Ślad Stóp na Marsie" albo "Droga do Domu". Bo gwiazdy same w sobie milczą. To my nadajemy im głos. I tak będzie, póki ludzie będą wznosić oczy ku niebu – wczoraj, dziś i jutro.
I dlatego teraz astronauta z naszej gry potrzebuje pomocy przy przejściu przez tunel prowadzący go do gwiazdolotu. Niestety przejście zostało uszkodzone przez meteoryty, trzeba bardzo ostrożnie go poprowadzić po pozostałych nieuszkodzonych polach, i jeśli trzeba, przeskoczyć przez podziurawione miejsca.
Teraz to tylko gra, ale kto wie, czy taka sytuacja kiedyś nie będzie miała miejsce?
| do przodu: | w | lub | ↑ (*) |
| do tyłu: | s | lub | ↓ (*) |
| w lewo: | a | lub | ← (*) |
| w prawo: | d | lub | → (*) |
| każde pole: | 2pkt |
| niebieskie: | +9pkt (**) |
| zółte: | +6pkt (**) |
| zielone: | +3pkt (**) |
| flash czerwone: | +50pkt (bonus) |
Wolarza z dwoma psami przedstawiono na mapie w 1533 roku autorstwa niemieckiego astronoma Petera Apiana, a w XVII wieku Heweliusz postanowił określić położenie psów na nocnym niebie.
Północnemu psu nadał nazwę Asterion (po grecku „mała gwiazdka”), a południowemu Chara (po grecku „radość”).
Nazwa Chara zaczęła być później używana w odniesieniu do gwiazdy Beta CVn.
Dawno temu astronomowie, jak naprz. Hipparchos z Nikei (190 p.n.e.), oceniali "jasność" gwiazd na oko. Najjaśniejsze nazwali „pierwszej wielkości” (magnitudo 1), trochę słabsze „drugiej”, a najsłabsze „szóstej”.
Później nauczyliśmy się mierzyć jasność bardzo dokładnie, ale stary system nazw już pozostał. Dlatego dziś jest trochę "na odwrót":
To jak z numerami biegów w samochodzie – jedynka jest najmocniejsza na starcie, a większy numer nie zawsze znaczy „więcej mocy”.
Wraz z rozwojem teleskopów (XIX wiek), astronomowie potrzebowali oznaczać obiekty jaśniejsze niż klasa 1 oraz słabsze niż klasa 6.
Aby utrzymać zasadę, że mniejsza liczba oznacza większą jasność, obiekty jaśniejsze od gwiazd 1 klasy otrzymały wartości 0, a potem i ujemne, czyli mniejsze od zera:
Dla przykładu z bliskiego otoczenia Ziemi:
W 1856 roku Norman Pogson uściślił tę skalę, przyjmując, że różnica 5 wielkości gwiazdowych oznacza dokładnie 100-krotną różnicę w jasności.
Używamy tutaj słowa "jasność", które nie jest precyzyjnym określeniem dla wskażnika magnitudo, ale dla potrzeb prostego wyjaśnienia jest wystarczające.